Małżeństwo z rozsądku
W dawnych czasach bywało tak, że męża dla swej córki czy żonę dla syna wybierali rodzice. Znamy z historii takie przypadki, że wielkie, bogate rody czy nawet państwa łączyły się ze sobą przez ślub swych dzieci. O takim małżeństwie bardzo często decydowała polityka. W historii Polski można znaleźć takie przypadki - chociażby ślub Mieszka I z czeską księżniczką Dobrawą w 965 r. Patrząc z dzisiejszej perspektywy wydaje nam się okropne takie „małżeństwo z rozsądku”; przecież wszyscy wiemy, że najważniejsza jest miłość ;)
Te czasy na szczęście dawno już minęły. Teraz sami decydujemy o tym, kto będzie moim mężem, moją żoną. To nie rodzice, ale my sami wybieramy sobie chłopaka, dziewczynę, „chodzimy ze sobą”, poznajemy się nawzajem i ewentualnie podejmujemy decyzję o ślubie. Jest to oparte na naszej własnej woli, nikt nas do tego nie zmusza.
Owa zgoda na małżeństwo, z własnej woli i bez żadnego przymusu jest bardzo ważna, gdyż jest ona podstawą i warunkiem ważności małżeństwa. W czasie celebrowania zaślubin w Kościele katolickim ksiądz zadaje pytanie: „Czy pobieracie się z własnej woli i bez żadnego przymusu?”. Jeśli tak jest, to znaczy, że wypowiadane słowa przysięgi małżeńskiej są osobistą decyzją narzeczonych, ich wyborem.
Wydaje się oczywiste, że czasy, gdy zmuszano do małżeństwa z daną osobą, już dawno minęły, to jednak i teraz są sytuacje, kiedy słyszy się o jakiejś parze, że oni musieli się pobrać. Są takie sytuacje, że dana para bierze ślub kościelny, bo tak babcia chciała albo co by ludzie powiedzieli.
Jednak takim typowym przykładem „małżeństwa z rozsądku” jest sytuacja poczęcia się dziecka. W takiej sytuacji niektórzy decydują się na ślub jedynie z powodu poczęcia się dziecka. Bardzo często do zawarcia małżeństwa zmuszają wtedy rodzice.
Warto w tym miejscu przytoczyć nieco dłuższy fragment z książki Jacka Pulikowskiego pt. Warto żyć zgodnie z naturą (Poznań 1999), który doskonale wyjaśnia taką sytuację:
„Tymczasem nie ma żadnego przepisu prawa karnego, cywilnego, administracyjnego czy kościelnego, że para, która poczęła dziecko, musi się pobrać. To nie jest żaden przymus. Oczywiście są to okoliczności, które często np. przyspieszają datę ślubu. I słusznie. Nie ma na co w tym momencie czekać. Natomiast jeżeli miałby to być jedyny powód zawarcia małżeństwa, to na pewno byłoby to nieporozumieniem. Trzeba patrzeć, na czym się buduje...
A więc naprawdę nie może to być przymus. To ma być wolna decyzja, w okolicznościach, jakie zaistniały - w sytuacji, gdy poczęło się dziecko. Moja – mężczyzny czy kobiety wolna decyzja. Żeby nie było gdzieś w tle tego przekonania, że ja „musiałem się ożenić”. Bo to wyjdzie nieraz po latach i mąż żonie w chwili gniewu powie: Właściwie to ja musiałem się z tobą ożenić, ja ciebie w ogóle nigdy nie kochałem. Gdyby to powiedział – nawet w gniewie – to boję się, że takiego zdania normalna kobieta do końca życia nie zapomni. I choćby on jej nie zostawił, nie opuścił, nie odszedł, to na zawsze ta zadra, ta rysa między nimi pozostanie. On powinien doskonale wiedzieć i mieć to głęboko zakodowane w sobie, że pobiera się naprawdę z własnej woli.
To jest jego wybór, w takich okolicznościach, jakie zaistniały, zresztą za wspólną przyczyną, bo przecież dzieci się jednak z powietrza nie biorą, oni mieli w tym udział, że ono się poczęło. Z tym wiąże się odpowiedzialność, ale to nie musi być rozumiane jako przymus. (...) Ma to być wolna decyzja nawet w takim przypadku, wspólna decyzja dwojga wolnych ludzi”.
Justyna Królak